Ciekawe miejsca- Lugano (2018)

Pod koniec marca 2018 roku znowu miałem okazję odwiedzić szwajcarskie Lugano. Kontynując wątek wspomniany na końcu mojego poprzedniego wpisu z Lugano z 2017 roku było oczywiste, że będę chciał skorzystać z pobliskich gór i trochę się skatować, znaczy się przyjemnie pobiegać. Rzeczywiście postanowiłem sobie, że zrobię wycieczkę biegową na szczyt Denti della Vecchia, co będzie oznaczało wyprawę długości około 24 km, czyli jakieś 4-4,5 godziny w terenie.

Rozgrzewka

Pierwszego dnia w Lugano, popołudniem wybrałem się na przebieżkę z zamiarem wdrapania się trochę na zbocze pobliskiej góry San Salvatore. Muszę się pochwalić jaki jestem dumny ze swojego rozsądnego planowania. San Salvatore ma 912 metrów wysokości, więc daje to ponad 600 metrów do pokonania w pionie z Lugano. Wdrapanie się na szczyt specjalnie męczące by nie było, ale zbieg by został bardzo odczuty w nogach. W konsekwencji, następnego poranka nogi by były zmęczone i moja długa wycieczka byłaby znacznie trudniejsza, wolniejsza i mniej przyjemna. Dlatego też, niezwykle rozsądnie, dotarłem na lekko ponad 600 m. n.p.m. skąd powoli zetruchtałem na dół.

Widok na San Salvatore z Lugano

Po obfitej kolacji w postaci sałatki, szklanki wina i pysznej pizzy, przyszykowałem sobie wszystko na jutrzejszą wyprawę i nastawiłem budzik na 4:45. Plan był wyruszyć o 5:00 i wrócić nie później niż o 9:30, tak żeby zdążyć na śniadanie serwowane w hotelu do 10:00.

Wyprawa

O 4:45 wstałem bez większego problemu, przespawszy przyzwoite 6 godzin snu. Szybko się ubrałem, przygotowałem picie ( w sumie 1,5 litra) i kilka minut po 5 rano ruszyłem. Po 10 minutach truchtu przez ciemne i wymarłe Lugano zacząłem podejście pod Monte Bre. Nie widziałem ani żywej duszy. Jedynie w lesie na zboczu Monte Bre co rusz słyszałem zwierzynę zapewne przestraszoną jakimś intruzem brnącym pod górę z latarką na czole.

Świt na zboczu Monte Boglia

Po niecałej godzinie byłem w miasteczku Bre, skąd, trasą sprawdzoną rok temu, ruszyłem dalej pod górę na Monte Boglia. Na wysokości 800 metrów było znacznie chłodniej niż w Lugano, więc założyłem kurtkę i kontynuowałem drogę pod górę. Około 6:30 zaczęło robić się jasno i tuż przed 7 rano, jakieś 10 minut do szczytu Monte Boglia, mogłem zamienić czołówkę na GoPro. Od wysokości 1300 metrów zaczęły pojawiać się małe płaty starego śniegu i lodu, a pod samym szczytem śniegu było już dość sporo.

Na szczycie Monte Boglia
Widok ze szczytu w kierunku Denti della Vecchia

Na szczycie byłem niemalże 2 godziny od startu z Lugano. Krótki przystanek na zdjęcia, fimiki i odpoczynek i następnie bieg w dół w kierunku Denti della Vecchia. Bieg był krótkotrwały. Strona północna góry (logicznie) okazała się znacznie bardziej zaśnieżona i oblodzona. Zamiast biec, wpierw ostrożnie schodziłem uważając na nawisy śnieżne mogące się zarwać jak również na oblodzony śnieg, na którym mogłem poślizgnąć się (zamiast zapaść się w nim) i zjechać ostro w dół. Gdy zrobiło się mniej stromo udało mi się spokojnie truchtać szlakiem w dół, podążając czyimiś śladami. Po niecałych 20 minutach i prawie 300 metrach w dół zrobiło się znów wiosennie i ruszyłem ładnym szlakiem.

Widok z trasy

Szlak wił się przez las oraz między malowniczymi skałkami. Mijałem po drodze imponujące skały i mogłem podziwiać piękne widoki. Po około 50 minutach od szczytu Monte Boglia dotarłem do potężnej skały i założyłem, że jest to właśnie Denti della Vecchia. Znalazłem nawet specjalny szlak prowadzący na szczyt skały, ale zdecydowałem się nie kontynuować. Na szlaku było sporo śniegu i lodu i nie było oczywiste co jest cienką warstwą śniegu a co nawisem nad przepaścią.

Droga powrotna

Z Denti della Vecchia zacząłem powrót tą samą trasą około 8 rano. Po 2 km, na przełęczy pod Monte Boglia, odbiłem w inną stronę i zaczął się długi zbieg dość łagodnym szlakiem przez las. Nie bacząc na zakwasy, biegłem nim w dół niemal bez przerwy. W wiosce Cureggia czułem, że nogi robią się ciężkie, ale trochę biegnąc, trochę truchtając, dotarłem z powrotem do Lugano, gdzie ostatnie 2 km po płaskim pokonałem spokojnym biegiem. Przed hotelem byłem o 9:15. Cały bieg zajął 4 godziny, 9 minut i 30 sekund. Garmin pokazał 24,85 km i 1634 m przewyższenia, więc całkiem ładnie.

Podsumowanie trasy

Zapraszam również do obejrzenia krótkiego filmiku z trasy!

Uwielbiam takie wycieczki. Mimo zmęczenia i zakwasów czułem się super zadowolony i szczęśliwy, że miałem okazję pokonać piękną górską trasę i podziwiać wschód słońca sam wysoko w górach bez żywej duszy w pobliżu. A co chyba najlepsze, dzień sie dopiero zaczynał!

Pozdawiam, Marcin

Comment / Dodaj komentarz