Harpagan 56- relacja z biegu

Wpis ten jest niejako bezpośrednią kontynuacją poprzedniego wpisu, relacji ze stumilowego biegu Autumn 100, który ukończyłem tylko 6 dni przed Harpaganem. Autumn 100 ukończyłem w niedzielę, 14 października i najbliższe kilka dni spędziłem na regeneracji. W najgorszym stanie były obtarte i odparzone pachwiny i inne delikatne miejsca w tym rejonie ciała.

W poniedziałek pachwiny były już ok i szczęśliwie nie miałem żadnych mocnych zakwasów w nogach. Czułem się oczywiście zmęczony i prawdę powiedziawszy nie miałem ochoty na start w Harpaganie. Zostawiłem sobie jednak decyzję do piątku rano.

W środę przyleciałem do Gdańska, gdzie sporo chodziłem mając kilka spraw do załatwienia. Nogi były w stanie bardzo dobrym, poza irytującym lekkim kłuciem w lewym biodrze. Obawiałem się, czy to nie wyjdzie podczas Harpagana. Zdecydowałem się, że w Harpaganie wystartuję, aczkolwiek ruszę w trasę spokojnie z celem ukończenia biegu, a nie żeby walczyć o miejsce na podium jak to miało miejsce podczas 54-ej (2 miejsce) i 55-ej (5 miejsce) edycji Harpagana.

Harpagan (56 edycja, 19/20 października 2018)

Harpagan tym razem odbywał się w Kwidzynie. W bazie razem z Michałem zjawiliśmy się około godziny 19. Po zarejestrowaniu standardowo rozłożyliśmy się w sali gimnastycznej, gdzie powoli mogliśmy się wyszykować na start. Zaraz spotkaliśmy Mateusza i Tomka, więc szykowała się sprawdzona ekipa z poprzednich edycji. Dołączył do nas również Piotrek poznany na 55-tym Harpaganie. Po 20:30 zdaliśmy bagaże do przechowalni i udaliśmy się na start, gdzie tuż przed godziną 21 dostaliśmy mapy. Byliśmy gotowi do startu.

Z mapami w rękach, ekipa gotowa do startu

Pierwsza pętla

Tak jak pisałem wcześniej, zgodnie z planem wystartowaliśmy dość spokojnie, to znaczy biegiem, ale dość szybko przeszliśmy w marszobieg. Czołówka dość szybko się oddaliła, ale specjalnie się tym nie przejmowałem.

Legenda do poniższych mapek: na fioletowo zaznaczony jest przebieg ‚wzorcowy’ podany przez organizatorów po rajdzie. Cieńszy, kolorowy ślad jest przebiegiem wg mojego zegarka Garmin Forerunner 310XT. Kolory mojego śladu odzwierciedlają prędkość poruszania się: zielony to szybko, żółty to średnio, czerwony to wolno.

Punkt Kontrolny 1 (PK1) był dość łatwy do znalezienia i szybko go podbiliśmy. W drodze na PK2 się zamotaliśmy zaraz za linią wysokiego napięcia, ale nic poważnego.
Punkt Kontrolny 1 zdobyty
PK3 nie sprawił specjalnych trudności. W drodze na PK4 trochę nadłożyliśmy gdy za długo trzymaliśmy się torów kolejowych.
PK4 zaliczony
PK5 i PK6 były nawigacyjnie banalne i zaliczyliśmy je trzymając solidne tempo. Noc była zimna, ale sucha i bardzo przyjemna na takie eskapady: przyjemnie się maszerowało i była chęć na podbieganie kiedy robiło się trochę zimno. Na PK7 mieliśmy wejść przecinką od drogi, lecz przecinki nie znaleźliśmy, więc trzeba było trochę nadłożyć.
PK8 dość oczywisty i bezproblemowy.
Dalsza droga na PK9, PK10 i do bazy była całkiem oczywista i sprawnie pokonaliśmy te odcinki.

W bazie na półmetku zameldowaliśmy się o godzinie 4:20 nad ranem. Pierwsza pętla zajęła nam zatem 7 godzin i 20 minut, co było bardzo dobrym czasem, biorąc pod uwagę, że bardzo mocno nie napieraliśmy. Garmin pokazał, że pokonaliśmy 51,5 km. Nie wiedziałem na którym byliśmy miejscu i specjalnie mnie to nie interesowało.

Fizycznie po pierwszej pętli czułem się bardzo dobrze. Wiadomo, jakieś zmęczenie już było, ale najważniejsze było dla mnie to, że moje biodro trzymało się dobrze, więc byłem pozytywnie nastawiony na drugą pętlę. Na półmetku spędziliśmy 14 minut. W tym czasie udaliśmy się do przechowalni bagażu, gdzie każdy z nas uzupełnił zapasy picia i jedzenia na dalszą drogę.

Druga pętla

Wciąż w ciemnościach ruszyliśmy w dalszą drogę. Dołączył do nas Grzesiek, który pierwszą pętlę zakończył kilka minut przed nami, więc lecieliśmy silną sześcioosobową ekipą, ciągle trochę biegnąc, trochę maszerując.

PK11 był blisko i szybko go podbiliśmy. Przelot na PK12 był idealnie po linii wzorcowej.
Na PK13 wybrałem drogę przez Ośno, więc inaczej niż pokazuje wzorcówka i nie był to dobry wybór, gdyż za Ośnem zamiast oczekiwanej drogi był zarośnięty sad, przez który musieliśmy mozolnie się przebijać. Na PK13 pojawiliśmy się tuż po godzinie 7 rano i dopiero wtedy mogłem schować swoją latarkę do plecaka. Na PK14 wybrałem wariant długi i bezpieczny, czego z perspektywy czasu dość żałuję, gdyż można było zaoszczędzić jakieś 1,5 km. Tym bardziej, że ze wzorcówki można wnioskować, że na rzece Liwie chyba był jakiś mostek, mimo, że mapa takiego nie pokazywała. PK15 był oczywisty.

W drodze na PK15 dostałem zastrzyk energii i podkręciłem tempo. Po szybkim podbiciu PK15, mając świadomość, że zostało do mety jakieś 28-30 km i czując się dobrze (biodro w dobrym stanie) podkręciłem tempo jeszcze bardziej i zacząłem znacznie więcej i szybciej biec. Chłopaki na początku sprawiali wrażenie, jakby mieli odpuścić, ale twardo cisnęliśmy razem.

PK16 był prosty i ładnie skróciliśmy sobie drogę na azymut przez pola. Droga na PK17 była prosta, jedynie przy samym punkcie trochę się kręciliśmy zanim go znaleźliśmy. PK18 i PK19 były banalne.
PK20 by był idealny, gdyby nie lekkie zamotanie się w okolicy samego punktu co nas pewnie kosztowało jakieś 8-10 minut.

Nagranie z drogi pomiędzy PK19 a PK20:

Droga z PK20 na metę była dość oczywista.

Większość ostatniego odcinka biegliśmy, robiąc sobie krótkie przerwy marszowe. Mimo zmęczenia, na odcinku do mety utrzymałem średnią prędkość około 9 km/h co przy tym dystansie w nogach było dość imponujące. Na tym odcinku nasza ekipa podzieliła się na dwie grupy. Tomek, Grzesiek i ja wbiegliśmy na metę o 12:47 a Michał, Mateusz i Piotrek trzy minuty później. Koniec, robota wykonana!

Nagranie mojego finiszu, razem z Grześkiem i Tomkiem:

A oto nagranie finiszu Michała, Mateusza i Piotrka, 3 minuty po mnie:

Podsumowanie Harpagana i garść liczb

Mimo bardzo konserwatywnego podejścia do tego Harpagana, zająłem przyzwoite 8 miejsce z czasem 15 godzin i 47 minut. Garmin pokazał 107,11 km całkowitego pokonanego dystansu, co specjalnie nie dziwi, gdyż ta edycja była pod względem nawigacyjnym bardzo łatwa. Czołówka, co też nie dziwi, była poza zasięgiem. Zwycięzca Michał Jędroszkowiak pozamiatał temat w 11 godzin i 52 minuty, a drugi na mecie Marcin Hippner w 12 godzin i 46 minut.

Zadowoleni finiszerzy, od prawej do lewej: Piotrek, Mateusz, Michał i ja.

Nagranie z ceremonii wręczenia medali czołowej dziesiątce zawodników na trasie TP100:

Oto i czołowa jedenastka trasy TP100.
Niepoważne zachowanie na zakończeniu Harpagana.

Mimo mniejszej intensywności biegania niż na ostatnich edycjach, o dziwo mój czas jest moim czwartym najlepszym czasem w historii moich startów na Harpaganach. Szybszy byłem tylko:

  • Na 49 Harpaganie w Kaliskach (kwiecień 2015)- 13 godzin i 53 minuty
  • Na 51 Harpaganie w Bytowie (kwiecień 2016)- o dziwo również 13 godzin i 53 minuty!
  • Na 52 Harpaganie w Człuchowie (październik 2016)- 15 godzin i 23 minuty

No to czyli można dwa biegi ultra jeden po drugim!

Podsumowując, bez specjalnie mocnego przygotowania przebiegłem najpierw 100 mil (161 km) osiągając swój cel minimum (ukończenie w limicie czasowym). Następnie, tylko 6 dni później, ukończyłem Harpagana na wysokim 8 miejscu, pokonawszy dystans 107 km. Wynik znacznie powyżej oczekiwań. Czyli można wnioskować, że można tak sobie układać starty.

Niekoniecznie. Prawda jest taka, że wolałbym mieć większy odstęp między tymi biegami, żeby dać sobie czas na pełną regenerację. W świecie idealnym spędziłbym 3-4 miesiące na solidnym treningu pod Autumn 100 co by mi pozwoliło na osiągnięcie lepszego wyniku. Następnie, po kilku tygodniach mógłbym walczyć w Harpaganie. Rzeczywistość była taka, że przez te 6 dni po Autumn 100 nie miałem wielkiej chęci na start w Harpaganie. Nie zdążyłem jeszcze nabrać apetytu na kolejny bieg.

Tak czy inaczej, rok biegowy uznaję za zamknięty i napiszę podsumowanie pewnie jakoś w grudniu. Najbliższy start w biegu ultra czeka mnie na początku lutego. Do tego czasu będę trochę biegał treningowo, pewnie też zaliczę kilka lokalnych biegów na orientację. A następny wpis na blogu będzie z cyklu ‚podróżniczych’, daleko zza oceanu, więc proszę cierpliwie poczekać kilka tygodni :).

Pozdrawiam,

Marcin

PS. Dla zainteresowanych poniżej przedstawiam pełne mapy obu pętli.

Pętla 1
Pętla 2

Comment / Dodaj komentarz