Podsumowanie roku 2019

Tym pierwszym wpisem w nowym roku 2020 witam na moim blogu regularnych czytelników jak również nowych fanów (jeśli tak można nazwać tych co lajkują na Facebooku). Warto może na początku przypomnieć po co i oczym prowadzę tego bloga.

Idea od początku była taka żeby spisywać relacje z moich startów w ultramaratonach i dzielić się nimi ze światem. Tak jak ja czytam relacje z biegów w których planuję startować, tak liczę i że inni uznają moje wypociny za cenne i użyteczne informacje pod kątem swoich startów.

Oprócz biegów ultra, lubię pisać i piszę o zwiedzaniu ciekawych miejsc biegając. Nieodłączną częścią mojej pracy są wyjazdy w różne mniej bądź bardziej ciekawe miejsca, gdzie zwykle staram się przebiec i zobaczyć coś fajnego.

Zarys roku 2019

Tak jak napisałem w podsumowaniu roku 2018, żadnych ambitnych planów na rok 2019 nie miałem. Moje cele były raczej minimalne: wystartować w kwietniowym i październikowym Harpaganie oraz zaliczyć bieg kwalifikacyjny na
Western States Endurance Run (WSER) No i może jakby jakiś dodatkowy krótki bieg latem wpadł to by było fajnie. Trójka dzieci w domu (każde w wieku przedszkolnym) za bardzo nie pozwala na nie wiadomo jakie ambicje biegowe, ale te 3-4 biegi dawały motywację by czasem założyć buty biegowe i ruszyć w teren. W praktyce to biegałem albo w nocy gdy dzieci zasnęły, albo podczas wyjazdów służbowych.

Co do biegu pod WSER, jeszcze w 2018 roku zapisałem się na odbywający się w maju 2019 stumilowy bieg Thames Path 100 (TP100). Jeśli chodzi o lokalizację i logistykę związaną z tym biegiem to prościej się nie da. Start biegu jest w Londynie, a meta w Oxfordzie, jakieś 3 kilometry od mojego domu! Trasa biegu wiedzie wzdłuż Tamizy, więc jest naturalnie dość płasko. Byłem spokojny, że nawet jeśli nie uda mi się dobrze do biegu przygotować, to w najgorszym wypadku go po prostu przejdę.

Już w 2019 roku szukałem sobie czegoś fajnego i niedługiego na lato. Zależało mi na tym, żeby przebiec się przy możliwie ładnej pogodzie oraz żeby liznąć trochę gór. I tak trafiłem na bieg Peak Skyline– 48-km bieg w uroczym Peak District w Anglii.

Rok 2019: biegi ultra i wyniki

12/04/2019 Harpagan 57

Przygotowania na Harpagana szły całkiem dobrze, do czasu gdy w drugiej połowie marca złapałem jakieś przeziębienie i przez trzy tygodnie nie biegałem bo się coś za mną ciągnęło. Niecały tydzień przed Harpaganem znacznie się pogorszyło i w końcu zostałem zdiagnozowany z zapaleniem oskrzeli. Na kilka dni przed Harpaganem zacząłem brać antybiotyki, więc niestety rozsądek wygrał z sercem i zdecydowałem się odpuścić start.

04/05/2019 Centurion Thames Path 100

Do Thames Path 100 nie podszedłem z wielkim entuzjazmem. Gdy w końcu odchorowałem moje zapalenie oskrzeli, został mi w zasadzie jeden tydzień do biegu. Przebiegłem się w tym czasie trzy razy i tyle. Tak więc treningu biegowego do stumilowca nie było praktycznie żadnego. Szedłem na ten bieg nieprzygotowany jak się tylko da, ale z nastawieniem, że w najgorszym wypadku go po prostu przejdę.

Sam bieg okazał się sekwencją wzlotów i upadków, ale cel został osiągnięty i ukończyłem go w przyzwoitym (jak na stopień przygotowania) czasem poniżej 25 godzin.

03/08/2019 Peak Skyline

W czerwcu i lipcu nawet udało mi się trochę pobiegać, więc do Peak Skyline podchodziłem z nastawieniem, że będzie to fajna wyrypa po górach. Pogoda była akurat piękna, więc zapowiadało się idealnie. Chodziło mi tylko o to, żeby bieg ukończyć w limicie, więc nie miałem presji na mocne napieranie.

Chyba właśnie ten brak presji, połączony z tym, że pogoda była aż za piękna (gorąco i ktoś nie wziął nawet czapki na swoją łysinę), spowodował, że w połowie biegu byłem padnięty. Bardzo zwolniłem, po drodze dwie górki mnie prawie wykończyły i w konsekwencji na ostatnim przed metą punkcie kontrolnym zostałem odcięty! Przekroczyłem limit czasu o całe 2 minuty!

Biję się w pierś, że nie ma relacji i obiecuję, że jeszcze opiszę co, jak, gdzie i dlaczego!

18/10/2019 Harpagan 58

Porażka na Peak Skyline jakoś specjalnie mnie na szczęście nie dotknęła i w sierpniu i wrześniu dobrze potrenowałem. Ostatnie 3 tygodnie przed samym Harpaganem były dość spokojne, z jedynie kilkoma lekkimi przebieżkami.

Na starcie Harpagana stawiłem się z dobrym nastawieniem. Miałem poczucie, że w miarę się przygotowałem i że jestem w stanie zaliczyć dobry start.

Start okazał się być nie tyle, że dobry, ale najlepszy w całej mojej historii z Harpaganem (czyli od 2006 roku). Zająłem drugie miejsce i pierwszy raz w historii nawiązałem walkę z czołówką i do końca napierałem, na mecie tracąc do zwycięzcy tylko 24 minuty.

Podsumowanie 2019: garść liczb

Z roku na rok mam coraz więcej danych, więc przedstawiam dane za ostatnie pięć lat:

Rok Ilość biegów ultra Ilość km Ilość km w zawodach ultra % km w zawodach ultra Ilość dni aktywnych % dni aktywnych w roku
2019 3 1140 308 27% 81 22,2%
2018 4 1892 616 32,5% 96 26,3%
2017 9 1831 1101 60,1% 80 21,9%
2016 8 2240 723 32,3% 142 38,8%
2015 9 2009 756 37,6% 123 33,7%

Jeśli chodzi o dni aktywne to liczę tylko bieganie. Gdybym liczył dodatkowo dni kiedy ćwiczyłem, wiosłowałem, jeździłem na rowerze czy pływałem to było by dodatkowo 38 dni, co w sumie daje 119 dni w roku 2019 (w 2018 było 141).

Patrząc na powyższe liczby od razu rzuca się w oczy znacznie mniejszy przebieg niż w poprzednich latach. Odpowiadają za to długie okresy kiedy łagodniej lub ostrzej chorowałem. W styczniu było zero biegania bo odchorowywałem paskudną grypę. Kwiecień był beznadziejny z powodu zapalenia oskrzeli. W pozostałych miesiącach notowałem znacznie niższe przebiegi niż wcześniej gdyż:

  • Kosztem wyspania się, odpuściłem długie, wielogodzinne weekendowe wybiegania jakie zwykłem mieć kiedyś
  • Odpuściłem bieganie porankami kosztem wyspania się i bycia w domu kiedy dzieci budzą się i trzeba ogarnąć całe towarzystwo na nadchodzący dzień
  • Miałem mniej delegacji z pracy, więc i mniej wybiegałem kilometrów na delegacjach

Boli trochę, że miałem tak mało aktywności biegowej w tym roku, ale była to też celowa decyzja motywowana tym, że póki dzieci są małe i noce są średnio przesypiane, to trzeba trochę odpuścić.

Mimo tego, z zadowoleniem patrzę na to, że udało mi się zanotować jeden dobry okres treningowy od czerwca do października. W czerwcu biegałem regularnie i stopniowo zwiększałem tygodniowy dystans (13 przebieżek, 121 km). W lipcu 10 razy biegałem, przy czym ostatni tydzień był odpoczynkiem przed Peak Skyline. Po Peak Skyline dość szybko wróciłem do biegania i pomiędzy 8 sierpnia a 17 września biegałem 18 razy i wybiegałem 260 km. Następnie w ciągu trzech ostatnich tygodni przed Harpaganem przebiegłem 83 km w 7 przebieżkach. Świetny rezultat na Harpaganie pokazał, że mimo niedużego kilometrażu i przy moich ograniczeniach, przygotowałem się całkiem przyzwoicie.

Podsumowanie

Trudno ubiegły rok jednoznacznie zaliczyć do udanych pod kątem biegowym. Z czterech zaplanowanych biegów w jednym nie wystartowałem w ogóle, drugiego nie ukończyłem, trzeci jakoś wymęczyłem a na czwartym odnotowałem swój najlepszy wynik w historii. Pewnie właśnie dzięki temu czwartemu biegowi będę jednak patrzył na rok 2019 z sentymentem i pewną dozą zadowolenia, że mimo małej ilości treningów i bardzo małej ilości przebiegniętych kilometrów, udało mi się osiągnąć jakiś fajny rezultat.

Zresztą, podsumowując rok 2018 napisałem:

Jeśli chodzi o plany na rok 2019, to są one chyba nawet bardziej konserwatywne niż plany na rok 2018. Pisząc ten wpis (połowa stycznia), od miesiąca nie biegałem. Podejrzewam, że nie dam rady wybiegać żadnych przyzwoitych dystansów w następnych kilku miesiącach. Spodziewam się, że ten rok będzie niechlubym rekordzistą i wybiegam zdecydowanie najmniej kilometrów porównując z ostatnimi czterema latami.

Odnosząc się do powyższego można powiedzieć, że plan wykonałem perfekcyjnie :).

Plany na rok 2020

Piszę te słowa w drugim tygodniu marca, więc rok jest już dość zaawansowany. Plany są póki co dość jasne. W kwietniu startuję w Harpaganie. W maju startuję w Kieracie– jest to fantastyczna impreza, w której startowałem w 2017 i cieszę się na ponowny start. Wybór na Kierata padł też po części z tego powodu, że jest to wygodna opcja zaliczenia biegu kwalifikacyjnego pod WSER.

W październiku koniecznie będę chciał wystartować w okrągłej, 60-tej edycji Harpagana i to tyle z zaplanowanych startów. Liczę, że znajdę sobie jeszcze coś fajnego na lato, być może powrót na Peak Skyline w celu wyrównania rachunków!

Jeśli chodzi o możliwości treningowe, to liczę, że będzie trochę lepiej niż w zeszłym roku, ale jak coś to nieznacznie. Póki co, udaje mi się biegać 1-2 razy tygodniowo, ale bardzo mało mam długich wybiegań. Kiedy nie biegam to trochę pracuję nad siłą (ręce, nogi, brzuch, plecy). Eksperymentuję również od grudnia z dietą wysokotłuszczową i analizuję jej wpływ na osiągi na treningach. Ocenię jej wpływ na moją siłę i wytrzymałość na Harpaganie, już za miesiąc z hakiem.

Pozdrawiam,

Marcin

Comment / Dodaj komentarz