Trening- fartlek

Miał to być wpis z cyklu podróżniczego. Ostatniego dnia stycznia 2018 roku wybrałem się służbowo w okolice Monachium. Zatrzymałem się niedaleko miejscowości Garching i zaplanowałem sobie wycieczkę biegową żeby zobaczyć pałac Schleissheim, przebiec się po otaczających go ogrodach i pokręcić się trochę po okolicznych lasach. Okazało się jednak, że wcześnie rano ogrody będą niedostępne, a do tego miała być paskudna pogoda: zimno (około 3 stopni) i deszczowo. Tak więc odpuściłem plan wycieczki biegowej i zamiast tego zdecydowałem sobie zrobić trening typu fartlek.

Fartlek jest zwrotem pochodzącym z języka szwedzkiego i dosłownie oznacza zabawę biegową. Ideą tego treningu jest, żeby się ‘pobawić’ biegając różnej długości interwały i nie kierując się specjalnie swoją wyrocznią (zegarkiem biegowym). Rzeczywiście, sam wiem po sobie, że jak robię interwały, czy biegnę szybkie 10 km, to non-stop patrzę na zegarek, analizuję prędkość, monitoruję dystans, trzymam się ścisłego planu. W fartleku można wyluzować. Zamiast liczyć czas czy odległość interwałów można kierować się przykładowo:

  • Latarniami: odcinek dwóch latarni biegnę sprintem, potem wolno jedną latarnię, potem sprintem jedną a następnie dwie latarnie wolno
  • Skrzyżowaniami: Od skrzyżowania do skrzyżowania szybko, potem do kolejnego wolno i tak na zmianę
  • Swoją wytrzymałością: biegnę sprintem do czasu aż stracę oddech i dalej nie mogę, potem trochę lekkiego truchtu i tak kilka razy

Budzik nastawiłem sobie na 6 rano. Budzik dzwonił i dzwonił i chyba dopiero o 6:30 zwlekłem się z łóżka. Widząc za oknem ciemność i padający deszcz, jakimś cudem zmotywowałem się, żeby się ubrać i wyruszyć. Byłem o krok od położenia się z powrotem do łóżka!

Pierwsze 15 minut biegłem wolno w ramach rozgrzewki, bo nie jestem nigdy w stanie zmusić się do jakiegokolwiek rozciągania przed biegiem. Następnie zrobiłem sobie kilka szybkich interwałów kierując się skrzyżowaniami i latarniami aż dotarłem do głównej drogi, gdzie musiałem poczekać chwilę na zielone światło. Za drogą zaczął się las, w którym zrobiłem 4-5 szybkich odcinków o długości 300-500 metrów każdy. Następnie kilka ostrych, krótkich sprintów, po czym ostatnie 15 minut spokojnym truchtem z powrotem do hotelu.

Trasa biegu z mapą cieplną prędkości

9,5 km zrobiłem w niecałą godzinę. Mimo paskudnej pogody i trudnej pobudki, po treningu czułem się świetnie i miałem poczucie dobrze rozpoczętego dnia. Polecam!

Pozdrawiam, Marcin

Comment / Dodaj komentarz